Skocz do zawartości



Dołączona grafika


Informacje o artykule

  • Dodany: maj 10 2015 11:25
  • Aktualizacja: lut 11 2017 18:47
  • Wyświetleń: 2963
 


* * * * *
0 Ocen

Jak traktowano psy w średniowieczu – ciekawostki historyczne o psach

dr inż. Małgorzata Pierko

Napisane przez Małgorzata Pierko dnia maj 10 2015 11:25
Średniowiecze kojarzy się nam obecnie głównie z czasem ciemnoty i zabobonu, z paleniem czarownic i złym traktowaniem zwierząt, utożsamianych niekiedy nawet z samym diabłem (jak np. czarne psy i kozły). Jak jednak było naprawdę? Czy rzeczywiście było aż tak źle i ponuro? Niniejszy tekst „Ciekawostki historyczne – ludzie i psy w średniowieczu” przedstawia wiele mało znanych ciekawostek o traktowaniu psów przez ludzi w tamtym okresie.
Dołączona grafika

Dołączona grafika(Źródło: https://www.pies.pl/...08285_4251.jpg)

Psy w początkach średniowiecza. W bardzo dawnych czasach Europy, posiadanie psów było rozpowszechnione m.in. wśród plemion Celtów i Gallów. W okresie zmierzchu Cesarstwa Rzymskiego, oba plemiona używały psy gł. do celów wojennych i polowań. Ponieważ wzorowano się na zaawansowanych w tym względzie Rzymianach, poziom umiejętności wykorzystania psów do walk i wojen u plemion północnych także był bardzo wysoki, a nawet rozwijał się. Mało kto wie, że Celtowie upowszechnili np. używanie obroży dla psów, które pokrywali długimi ostrzami do rozcinania końskich brzuchów w czasie walki. Gallowie natomiast opanowali sztukę konstruowania płonących obroży, powodujących wielkie paniki w szeregach kawalerii wrogów. Psy bojowe były więc wtedy postrachem dla wielu innych zwierząt, nie tylko dla żołnierzy w bitwach. Za to bardzo wysoki był poziom etyki Gallów podczas łowów. Gallowie nie polowali jednak tylko dla zdobycia zwierzyny, lecz aby obserwować i kształtować łowieckie umiejętności oraz szybkość hodowanych przez siebie psów. Jeśli zdobycz (np. jeleń) zdołała w trakcie polowania uciec, to odwoływano psy i przyznawano wyższość zwierzęciu łownemu. Obecnie myśliwi tak już nie robią i zabijają nawet jeśli nie muszą, dla samego „sportu”, jakm wielu to określa. Jeśli chodzi o etykę myśliską, moglibyśmy się więc sporo nauczyć od przodków.
Ciekawa jest informacja, co działo się z rzymskimi psami u schyłku Cesarstwa. Obecnie naukowcy przyjmują, że liczba psów w końcowym okresie Cesarstwa Rzymskiego była tak duża, iż przekraczała liczbę Rzymian. Spowodował to gł. stosunkowo wysoki poziom rozwoju ówczesnej gospodarki. Jednak spowodowany najazdami Gallów i polityką rozpad Imperium Rzymskiego, zbiegł się w czasie z całkowitym rozkładem gospodarczym, doprowadzając do upadku Rzymu oraz upadku handlu i ekonomii, zmniejszenia dostępności żywności i wzrostu kosztów utrzymania zwierząt, w tym psów. Upadały więc całe rzymskie miasta i powstały stada bezdomnych psów, żywiące się z musu na nielicznych już w tym czasie wysypiskach śmieci. Psy zaczęły więc dziczeć i powróciły (jak twierdzą specjaliści) do poziomu udomowienia istniejącego niemal w epoce jaskiniowej. Bardzo niewiele z nich żyło też wtedy u boku ludzi. Kryzys był tak silny, że spowodował zmniejszenie się liczby psów na obszarze całej Europy. Na dodatek, bezdomne i zdziczałe stada staczały ze sobą nieustanne walki, przez co stanowiły zagrożenie dla podróżnych i mniejszych osad ludzkich. Takie były początki średniowiecza.

Psy we wczesnym średniowieczu. Wczesne średniowiecze faktycznie było okresem przemocy, bezprawia i nieustających wojen. Ludzie i psy nie mieli więc wtedy obopólnie łatwego życia. Wiele psów traciło swoich właścicieli w tym czasie i było porzucanych. Prawie nikt też nie dbał o jakąkolwiek kontrolę ich rozmnażania. Wygłodniałe i na wpół zdziczałe bardzo szybko nauczyły się więc np. rozkopywać świeże miejsca pochówków ludzkich po bitwach, a nawet obgryzały poległych w bitwach, zanim jeszcze zdążono ich pochować! W tamtym okresie popularne więc było okładanie grobów ciężkimi kamieniami dla ochrony przed drapieżnikami, w tym psami. Nic dziwnego, że właśnie wtedy i w takich warunkach powstały mity oraz legendy o strasznych psich potworach i demonach pod postacią psa, które np. napadały i zjadały ludzi. Wtedy też, przy okazji, najmocniej napiętnowano i znienawidzono wilki. Opowieści te przetrwały przez okres wielu następnych stuleci i były chętnie powtarzane z ust do ust, przez ciemne i niewykształcone masy ludzkie epoki średniowiecza. Nawet ówczesne wizerunki rzeźb kościelnych często posiadały fizjonomie potworów o psich głowach. Wiele tych zabytków przetrwało do dzisiaj.
Średniowiecze nie było jednak aż tak bardzo ciemne. Wczesny okres średniowiecza był bowiem czasem świetności istniejącej już od VII w. kultury i nauki arabskiej, które stanowiły ostry kontrast dla prymitywnych jeszcze i bardzo mizernych osiągnięć tej epoki na terenach pozarzymskiej Europy. Religia muzułmańska nie sprzyjała jednak nigdy psom, choć o ironio, bardzo popierała koty. Muzułmanie uważali psy za stworzenia nieczyste i obwiniali je o rzekome zbezczeszczenie ciała ich Proroka Mahometa. Przez wiele następnych wieków wieszano więc psy na ulicach miast, jako swoistą formę kary „za ich domniemane zbrodnie”. Nie wiedzieć czemu, Arabowie z okresu średniowiecza byli jednak także jedynym narodem, który w tym czasie, w swojej wysoko rozwiniętej medycynie poświęcał sporo uwagi leczeniu psów. Znane są np. przypadki operowania psów przez arabskich lekarzy. A wszystko to miało miejsce w czasie, gdy jednocześnie był niezwykle żałosny poziom medycyny średniowiecznej na terenach ówczesnej Europy. Znany jest np. zaczerpnięty z angielskiego manuskryptu z XI w. zapis, by „po ugryzieniu przez psa posądzonego o wściekliznę, wyciąć robaka, umiejscowionego pod językiem psa oraz pociąć go na kawałki i zakopać w liściu figowym”. Ten idiotyczny sposób „leczenia” wścieklizny sporadycznie stosowano na prowincji angielskiej jeszcze nawet do XIX w.
Ludzie i psy w średniowieczu często razem obok siebie występowali w ówczesnej sztuce. Psie motywy pojawiały się np. w mitologii i sztuce Cesarstwa Bizantyjskiego. Znany jest szczególnie mit Cynocephalusa, czyli człowieka z psią głową, który był dosyć powszechny ok. 10 w. n.e. w okolicach Morza Czarnego. W tym samym okresie istniał też jeszcze bardziej znany mit Bogini Hecate, która poskramiała wściekłe i drapieżne psy. Znane są też liczne wizerunki świętego Krzysztofa, które przedstawiały go wtedy na ogół z głową psa.
Ludzie i psy w średniowieczu nie zawsze żyli w zgodzie. Znane są zapiski poczynione w czasie zjazdu kościelnego w Macon w 585 r. we Francji, gdzie zabroniono księżom posiadania psów, z powodu ich hałasu i sprośnego zachowania w czasie rui, oraz z powodu rzekomej trucizny, którą jakoby przekazują przy każdym ugryzieniu. Słowo „pies” miało też wówczas ogólnie obelżywy charakter. Między innymi dlatego przestępców i zbrodniarzy z tego okresu nazywano „kundlami’. Psy były też oskarżane o najróżniejsze złe czyny i często zabijane z tego powodu. Aż dziw bierze, że pies domowy nie został jednak w średniowieczu wytępiony doszczętnie.
W średniowieczu niemal w ogóle nie trzymano zwierząt z samej tylko miłości do nich oraz jako zwierzęta towarzyszące. Średniowieczne psy ratowała jednak głęboka pasja do polowań u ludzi możnych tamtego okresu. Feudalizm sprzyjał wtedy rozwojowi tego typu rozrywek. Psy żyjące we wczesnym średniowieczu ponownie okazały się niezastąpione jako pomocnicy myśliwych. W 630 r. ustalono dzięki temu w Anglii karę pieniężną w wysokości 3 sous za zabicie psa polującego, natomiast kara za zabicie psa-przewodnika stada, była dwukrotnie wyższa. W 789 r. opłaty te znacznie podwyższono. Stopniowo psy ponownie odzyskały w ten sposób powszechne uznanie w oczach możnowładców i szlachty. Słynny król Franków Charlemagne (742-814), a od 800 r. cesarz, wprowadził nawet prawo wg którego myśliwi mogli uczestniczyć we mszy, stojąc przed szeroko otwartym wejściem do kościoła, by nie musieli się rozstawać ze swoimi psami, które nie miały prawa wstępu do świątyń. Stopniowo zwyczaj ten przekształcił się w błogosławienie psów i myśliwych przed kościołem.
We wczesnym średniowieczu dominowały dwie grupy psów myśliwskich: psy gończe i charty. Rozpowszechnienie i urozmaicenie polowań spowodowało jednak większe zapotrzebowanie na nowe rasy psów, specjalizujące się w ściśle określonych funkcjach. To dało podwaliny do tworzenia nowych ras. W XII w. w klasztorze mnichów pod wezwaniem św. Huberta w Ardenach (obecnie Belgia), wyhodowano więc najlepszego psa gończego wszechczasów – Psa Świętego Huberta, który przetrwał do dziś jako Bloodhound. Dzięki krzyżowaniu Bloodhoundów z innymi psami, powstało potem wiele różnorodnych ras psów gończych. Później na terenach Europy Zachodniej powstał też cały szereg jeszcze innych ras do polowań, jak np. spaniele i setery.

Psy w późniejszych okresach średniowiecza. Nadmierne polowania z psami spowodowały w Anglii w 1016 r. ustalenie pierwszego w historii dekretu ograniczającego prawa właścicieli psów tzw. „Leśne Prawa Canuta” (ustanowione przez króla Anglii Canuta, 994-1035). Prawo to miało zabezpieczać zwierzynę w lasach królewskich przed myśliwymi z psami. Tak więc wszystkim poddanym mającym charty, nie wolno było przebywać w pobliżu lasów królewskich, a każdy chart schwytany w odległości 10 mil od lasu, musiał zostać „unicestwiony”. Zakaz obowiązywał także mastiffy, jednak ich nie karano śmiercią za jego złamanie. Podobne prawodawstwa uchwalano potem w innych krajach – np. w następnym wieku w Szkocji, gdzie w 1130 r. zabroniono wszystkim wstępu z psami do lasów królewskich. Prawo Canuta nie uwzględniało jednak małych terierów. Wg ówczesnej definicji – psa uznawano za małego, jeśli możliwe było przeciśnięcie go przez obręcz o średnicy nieco ponad 7 cali. Dlatego w XI i XII w. gwałtownie wzrosła popularność małych terierów, szczególnie wśród angielskiej biedoty. Psy te po kryjomu i nielegalnie wypuszczano na noc do lasów królewskich, by samodzielnie polowały i przynosiły upolowaną zdobycz swym właścicielom, pomagając im przeżyć. Utrudniało to oczywiście życie namiestnikom królewskim i niszczyło mniejszą zwierzynę leśną. Ciekawostką jest, że były to również czasy legendarnego banity Robin Hooda, zwalczanego przez Szeryfa z Nottingham.
Z okresu ponurego średniowiecza znane są także i humorystyczne historie dotyczące ludzi i psów. Na początku XI w. wybuchł bunt w Norwegii, w wyniku którego prawowity władca król Eystein, panujący w latach 1001-1023, został wygnany z królestwa. Nie zrezygnował jednak z odzyskania tronu i przy pomocy oddanych popleczników, dwa lata później powrócił i po błyskawicznej kampanii odzyskał władzę. W ramach swojego poczucia humoru, Eystein postanowił upokorzyć zdradliwy lud i dał im do wyboru – psa. lub niewolnika za przyszłego władcę. Lud wybrał psa, uznając to za mniejszą zniewagę. I tak wielki pies w koronie zasiadł na norweskim tronie. Oczywiście decyzje w imieniu psa podejmowali jego ludzcy doradcy, jednak pies królewskie dekrety pieczętował odciskiem swej ogromnej łapy. Ludzie polubili takiego „psiego władcę”, bo był nieprzekupny, obiektywny i miał pogodny charakter. Kiedy po kilku latach panowania „psi król” poległ, próbując bronić zaatakowanej przez wilki owcy, Norwegię opanowała żałoba i uznano go za najlepszego władcę w historii kraju. To historia bardzo pouczająca dla nieuczciwych ludzkich władców i polityków!
W późniejszym średniowieczu, na terenach Europy Zachodniej pies, obok konia, stopniowo stał się ulubionym towarzyszem coraz bardziej umacniającej się warstwy rycerskiej. Sprzyjał temu fakt, że rycerstwo było jednoczesnie feudałami posiadającymi ogromne posiadłości ziemskie, często pokryte w większości lasami, w których polowano z udziałem psów. Obok turniejów rycerskich, polowania stanowiły też dobry trening fizyczny i możliwość do wykazania się męstwem w walce z groźną zwierzyną. Właśnie dlatego ulubione były wtedy szczególnie łowy na zwierzynę grubą (dziki, tury, niedźwiedzie), szczególnie przy użyciu broni białej, dzięki czemu prócz psów gończych, zaczęto powszechnie używać także mastiffy.
Ludzie i psy w średniowieczu uczestniczyli razem ró1)nież i w wojnach. Jednak nasi „bracia mniejsi” nie występowały wtedy jako psy bojowe (jak to było w czasach rzymskich, w początkach średniowiecza), a raczej jako wierni druhowie i obrońcy. Opisano np. bardzo duże przywiązanie rycerzy-krzyżowców do swoich psów, które wiernie wędrowały ze swymi panami do Jerozolimy, podczas odbywających się w XI, XII i XIII w. tzw. „Wypraw Krzyżowych”, czyli wojen o wyzwolenie „Ziemi Świętej”.
Wspomnieć należy także ówczesne opisy psów na dworach cesarzy chińskich, jakie pozostały po weneckim podróżniku i kupcu Marco Polo (1254-1324). W swoich pamiętnikach zapisał on, że cesarz chiński miał dwóch braci Baiana i Mingana, których jedyną oficjalną funkcją była opieka nad mastiffami cesarza, których liczebność na dworze oceniano aż na 5 tys. osobników. Prawdopodobnie Marko Polo przesadził z taką liczebnością psów, jednak ilustrowało to, jak popularne były psy także wśród chińskich elit tamtego okresu.

Jak widać – średniowiecze nie było czasem łatwym dla psów. Szczególnie szkodziły im ówczesna ciemnota i zabobony. Obok psów, z tego powodu ucierpiało jednak wtedy także i wielu ludzi. Na szczęście czasy średniowiecza mamy za sobą. Tylko czy obecnie godnie traktujemy naszych wiernych psich towarzyszy? Z pewnością nie do końca! A szkoda!


BIBLIOGRAFIA: Dołączona grafika artykuł autorstwa: dr inż. Małgorzaty Pierko